

Ale do sedna, czyli do stołu i karty menu. Zaczyna się od klasycznego wołowego burgera – ale wiecie już, że to coś wyjątkowego, soczystego i sycącego. Do cheeseburgera sami wybieracie jeden z czterech proponowanych rodzajów sera. Potem stopień komplikacji i kulinarnego wyszukania rośnie z każdą następną pozycją. Specjalność zakładu, eponimiczny moaburger, to klasyczne nowozelandzkie zestawienie smaków: obok soczystego grillowanego kotleta, jest tu i kultowy czerwony buraczek, i dodająca charakteru odrobina majonezu, i oczywiście... owoc, którego nie zdradzam, żebyście sami się przekonali. Ten sam burger występuje w wersji gigantycznej – w karcie menu zwany jest mamucim burgerem. Naprawdę można nim nakarmić dwie normalne lub 1 nienormalną osobę, używając określenia Louis de Funnesa z komedii Sławna restauracja. Ciekawe, jak smakowałby prawdziwy hamburger z moa, gigantycznych 3-metrowych ptaków nielotów, które wyginęły w Nowej Zelandii około XV wieku naszej ery...
Obok wołowych burgerów, są też wykwintne propozycje z innych rodzajów mięs. Z pewnością poleciłabym zestawienie kurczaka z boczkiem i niezwykle popularnym w Nowej Zelandii awokado. Orientalnie doprawiona jagnięcina jest wspaniale równoważona przez miętowy sos i cebulowy placek. A cieplutka buła ze smażonym kozim serem i warzywami sprawia, że na dłuższą chwilę mogłabym zostać wegetarianką. To ciekawe uczucie, kiedy jeszcze nie do końca odgryźliście kęs bułki, a ciepły sos już wlewa się do przełyku! W menu znajdują się też dwa proste mini burgery dla dzieci: z kurczakiem lub wołowiną.

Wizyta w Krakowie to okazja do bardzo sentymentalnej podróży dla tych, którzy zakosztowali Nowej Zelandii naprawdę. W pozornie niepozornym, ale bardzo nowozelandzkim MoaBurgerze, znajdziemy wiele z kulinarnej filozofii Kiwusów: świeże i idealnie dojrzałe produkty, grillowane mięsa odzwierciedlające zamiłowanie Nowozelandczyków do spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu, typowe dla gustów z Antypodów kompozycje smakowe. Skromnie urządzone wnętrze wypełniają drogie każdemu Kiwusowi symbole: jest tu i srebrny liść paproci, i znak ostrzegający przed przekraczającymi jezdnię ptakami kiwi. Można poczytać nowozelandzkie magazyny kulinarne i książki poświęcone kiwiana – ikonom nowozelandzkiej kultury oraz pograć w piłkarzyki. Z głośników dobiega głos Bic Rungi i ścieżka dźwiękowa z filmu Boy, którego reżyserem jest Taika Waititi. W kuchni, pomiędzy transmisjami kolejnych meczów mistrzostw świata w rugby, które w tym roku odbywają się w Auckland, uwija się rodowity Nowozelandczyk, Nick Eltringham. Czy jest w Polsce drugie takie miejsce?

Wieści z placu boju: http://moaburger.blogspot.com/ oraz http://pl-pl.facebook.com/pages/Moaburger/224680974248174 .